Historia z jajami
Licealiści ciągle robią sobie ze wszystkiego jaja – nawet krztyny powagi w nich nie ma – pani Agata, nauczycielka historii, już nie może patrzeć na swoją klasę. Ciągle jakieś żarty, dowcipy, a już za moment matura i kto za nich ją zda, jeśli oni nie zdadzą?- Ale też potrafią zrobić coś przecież z jajem, to nie sami jajcarze – w obronę bierze ich nauczycielka polskiego. Że się śmiać chcą, są młodzi przecież, czegóż oczekiwać dzisiaj od młodzieży. Stresy, wyścig szczurów muszą jakoś odreagować. Dołącza się matematyczka – przecież nie raz pokazują, że jaja mają, gdy trzeba to pomogą, książki do klasy zaniosą, tylko cierpliwość trzeba mieć do nich. Nie ma co psów na nich wieszać, że żarty się ich trzymają, że dowcipkują, że chcą się bawić. Trzecia B w tym czasie jaja do szkoły przyniosła i malowała pisanki już bez jaj, ale z jajem. Dla każdej nauczycielki, dla nauczyciela, te z widocznym talentem malarskim, i do własnego koszyka. Jak kadrę nauczycielską jajami obsypią, to może i łaskawszym okiem spojrzy i pytać dzisiaj nie będzie. Niejednemu marzą się już wakacje. Nie wiadomo kiedy i jak zleciało i się dorośli zrobili. Będą jaja, gdy się z nich później zrobią magistrowie. Prawnicy, lekarze, nauczyciele. Nauczycielki, gdy tylko się uczniowie pod pokojem nauczycielskim pojawili i koszyk z jajami przynieśli po cichu stwierdziły: a będą jeszcze ludzie z tej naszej młodzieży. Nie taki dowcipniś straszny jak go malują.