Koncert RHCP w Chorzowie
Byłam na koncercie RHCP w Chorzowie, na tę chwilę czekałam pół swojego życia, a to dlatego tylko pół gdyż nie zawsze moją miłością był rock. Kiedy byłam małą dziewczynką nie miałam tak silnego charakteru jaki mam teraz, przeważnie słuchałam tego co moi rówieśnicy. Nie chciałam stracić w ich oczach, a że byłam nieśmiała to dodatkowo mogłoby mnie od nich odsunąć. Dopiero w momencie kiedy poszłam do liceum moje preferencje się zmieniły. Tam poczułam się pewniej. Zauważyłam że inność może być zaletą wtedy to zaczęłam moje poszukiwania. Chciałam znaleźć to co będzie do mnie pasowało co będzie w pewien sposób wyrażało mnie. I w ten sposób właśnie poznałam ten fenomenalny zespół. Kiedy usłyszałam że mają zagrać w Polsce o mało się nie posikałam ze szczęścia, to było jak sen. Bilety okazały się nie takie tanie, dodatkowo rodzice nie chcieli mi ich kupić bojąc się że na koncercie ktoś zrobi mi krzywdę, w sumie to chyba każdy kto wybierał się na taki koncert wie o czym mówię. Jednak moja determinacja sprawiła, że zdołałam zarobić te pieniądze. Rodzice dopiero gdy zobaczyli że odcięcie gotówki nie załatwia sprawy postanowili dołożyć mi na bilet i na nocleg.
Przez Internet sprawdziłam hotele w Katowicach i dokonałam wyboru rezerwując pokój w jednym z nich, był o tyle fajny że było w nim kino z czego nie omieszkałam skorzystać. Na wyjazd zdołałam namówić moją koleżanką dzięki czemu 4 godzinna podróż pociągiem nie dłużyła się tak jak to zwykle bywa gdy jadę do babci na wakacje. Dodatkowo dobre towarzystwo nie jest złe. Kiedy dojechałyśmy do Katowic i zakwaterowałyśmy się w tamtejszym hotelu do koncertu wiele czasu nie zostało. Zdołałyśmy wziąć prysznic, przebrać się i nałożyć koncertowy makijaż. Impreza odbywała się na stadionie śląskim, ludzi był ogrom. Co ciekawe przy wejściu skonfiskowali nam zakrętki z butelek, na początku nie rozumiałyśmy sensu tego ale potem do nas dotarło że to kwestia bezpieczeństwa, gdyż czasem na koncertach butelki wirują ponad głowami (czego zresztą byłam świadkiem). Moment kiedy ujrzałam papryczki na scenie był niesamowity. W połowie koncertu niestety czar prysł oczekiwałam czegoś więcej. Nie zagrali wielu moich ulubionych piosenek zastępując to popisami na gitarze. Pojawiły się jednak elementy w których można było pośpiewać czy potańczyć, od czasu do czasu wywiązywał się kontakt publiką. Czuję pewien niedosyt, ale suma summarum jestem bardzo zadowolona że mogłam tam być i to przeżyć.