Pomysł na Kanadę
Jako zapaleni podróżnicy nigdy nie potrafimy usiedzieć w miejscu, od razu po powrocie z jednej wyprawy zaczynamy planować następną. Tym razem zamarzyła nam się wizyta w Ameryce Północnej, oczywiście pierwszą myślą było zwiedzenie Stanów Zjednoczonych, a w szczególności turystycznych wizytówek tego państwa czyli: Parku Narodowego Yellowstone ze stumetrowymi sekwojami i gejzerami, Wielkiego Kanionu Kolorado oraz sławnych miast takich jak Nowy Jork, Los Angeles, Chicago i San Francisco. Jednak zanim na poważnie zaczęliśmy planować naszą podróż, dopadła nas proza życia. Jak wiadomo Stany Zjednoczone, mimo że nazywają się naszym sojusznikiem oraz przyjacielem wymagają od obywateli Polski wiz i niestety czasami z niezrozumiałych powodów nie wydają ich. Nas właśnie spotkała taka przykrość i pomimo ogromnej liczby zapewnień, że nie jesteśmy islamskimi fundamentalistami, ani nie będziemy na czarno zrywać azbestu z amerykańskich dachów, nie otrzymaliśmy wiz turystycznych. Niezadowoleni z rozwoju wypadków wróciliśmy do domu przed mapę, przy której planujemy swoje podróże.
![]()
Jeszcze raz spojrzeliśmy na najbardziej wpływowe państwo świata, którego nie mogliśmy zwiedzić. W tym samym momencie nasz wzrok poszybował nieco w górę i ujrzeliśmy kraj leżący na północ od USA czyli Kanadę. Pamiętając doświadczenia ze Stanami Zjednoczonymi od razu zauważyliśmy jedną olbrzymią zaletę Kanady, otóż nie potrzebowaliśmy wizy by przebywać na terytorium tego państwa. Szczęśliwi z powodu znalezienia nowego miejsca, które można odwiedzić od razu zaczęliśmy przygotowania do wyprawy. Sprawdziliśmy w jakiej cenie można kupić bilety lotnicze do Kanady, w jakich dniach są wyloty, ile czasu trzeba poświęcić na podróż i w którym z kanadyjskich miast warto wylądować. Jako już nieco obyci ze światem podróżnicy wiedzieliśmy, że im bardziej cywilizowany kraj tym ceny są w nim wyższe, ale nie spodziewaliśmy się, że ceny w państwie klonowego liścia będą jak z innej planety, którą zamieszkuje cywilizacja wyprzedzająca Ziemian o kilka milionów lat świetlnych.
Same koszty lotu do Edmonton z dwoma przesiadkami były porównywalne do wyprawy na Księżyc, prom nie był wcale tańszym środkiem transportu, a pociągiem lub samochodem do Kanady nie da się dojechać, przynajmniej nie z Polski. Tym o to sposobem nasza wymarzona podróż zakończyła się nim wyszliśmy z domu (nie licząc oczywiście nieudanej wizyty w amerykańskiej ambasadzie), ale obiecaliśmy sobie, że gdy już zostaniemy dyrektorami największych banków w Polsce, pierwszy urlop z naszymi biletami lotniczymi do Kanady spędzimy popijając syrop klonowy nad Zatoką Hudsona, lub przynajmniej w jednej z restauracji w Toronto.